I
To nie mógł być najlepszy dzień życia. Najlepsze dni, tak samo jak
najgorsze, są niespodziewane. Nie może być tak, że wstajesz i już wiesz. Gdyby
tak było, nie pozwoliłbyś najgorszemu być tak kiepskim, a w najlepszym byłbyś
zbyt ostrożny w obawie, że go popsujesz. Dlatego z góry nigdy nie jest
oczywiste, do której grupy zaklasyfikujesz miniony dzień. Trzeba po prostu żyć.
To najbardziej oczywista rzecz świata zaraz obok tego, że kiedy napijesz się
gorącej herbaty twój język ścierpnie.
Samotność kobiety można mierzyć
na wiele sposobów. Należy jeszcze jednak określić, czym ona jest. Ta samotność,
oczywiście. Może jest z nią podobnie jak ze szczęściem? Co osoba, to opinia.
Jednak to chyba nie najlepsze porównanie, samotność nie stoi obok szczęścia,
nawet w przypadku, gdy ktoś bardzo się tego upiera. Jest ona natrętem. Możliwe,
że początek znajomości z samotnością bywa nie najgorszy. Można uznać ją za
dobrego kompana, nigdy nie wtrąca się w żadną sprawę, zawsze towarzyszy bez
marudzenia i wybrzydzania. Niestety, z czasem jej towarzystwo zaczyna uwierać.
Jest jak wełniane górskie skarpety, które miały dawać ciepło, a których tak
naprawdę nie nałożyłaś nigdy, bo nieprzyjemnie drapią. Taka jest samotność.
Zmierzenie jej jest więc niczym
innym jak prozaicznym sposobem określenia tego, jak długo kobieta jest sama.
Oczywiście, bycie samym i samotnym to dwie różne kwestie, ale nie wykluczają
się zbyt często. Jeśli zapinanie zamka sukienki, który znajduje się na plecach,
nie sprawia już trudności, jeśli codziennie możesz wybierać stronę łóżka, na
której zaśniesz i jeśli jedyną męską rzeczą w szafie jest bluza twojego ojca,
to właśnie pomiar samotności. Jeden z wielu.
-Cholera!
I tu pojawia się pierwszy znak, że ten dzień raczej nie będzie tym najlepszym. Po dwóch dniach nierozczesywania włosów nie lada wyzwaniem jest ich ogarnięcie. Kołtun za kołtunem wplątują się w szczotkę, a czesanie sprawia niemierzalny ból.
I tu pojawia się pierwszy znak, że ten dzień raczej nie będzie tym najlepszym. Po dwóch dniach nierozczesywania włosów nie lada wyzwaniem jest ich ogarnięcie. Kołtun za kołtunem wplątują się w szczotkę, a czesanie sprawia niemierzalny ból.
Zaśmiała się sama do siebie. Nie
miała wyboru- tylko ona znajdowała się w mieszkaniu. Zresztą, zawsze tak było.
Nieliczne przypadki, kiedy wpadali do niej znajomi czy rodzina można było
policzyć na palcach jednej ręki.
Przecież obiecywała sobie, że
zadba o włosy i codziennie wykona chociażby minimum, czyli właśnie
szczotkowanie ich po przebudzeniu. W weekendy okazywało się to być o tyle
trudne, że niewykonywalne. Zaczęła żałować, że została w domu i nie pokazała
się na mieście mimo tego, że inni namawiali ją na wspólne spędzenie czasu.
Zdawała sobie sprawę, że sama sobie zgotowała taki los – stała się nudziarą.
Nie była spóźniona, nigdy jej
się to nie zdarzało i zawsze, kiedy bała się, że nastąpi ten pierwszy raz,
okazywało się, że zjawiała się jeszcze przed czasem. Tak było i tego dnia.
Studiowanie okazało się nie być na tyle trudnym, żeby nie podołała. Okej, nie
była typem, który mógłby nie podołać. Zawsze dawała radę ze wszystkim i nie
skarżyła się, że coś jest zbyt trudne. Może tylko te włosy ją przerastały…
Nuciła piosenkę, której słuchała
stojąc w metrze i trzymając się żółtej barierki. Jazdę przez cztery stacje bez
siedzącego miejsca zawsze uznawała za porażkę. Może i poranki są czasem, kiedy
wszyscy chcą, a raczej muszą, się gdzieś dostać, ale czy nie powinno być tak,
że miejsc starczy dla każdego? Ewentualnie najmłodsi mogliby stać, to dość sprawiedliwe.
Przyłapywała się na tym, że im dłużej jest sama, tym więcej narzeka i pozwala
na to, by optymizm, który kiedyś miała i był łatwo dostrzegalny, znikał.
Wracając do studiów. Osiem
godzin zajęć w tygodniu to chyba nic strasznego, nawet jeśli w domu trzeba
mnóstwo czytać i pisać wielostronicowe eseje. Nie potrzebowała nigdy długich
wykładów, bo zdawała sobie sprawę, że im dłuższe i częstsze, tym trudniej było
znaleźć w nich sens. Poznała ludzi, którzy nigdy nie udawali, że chcą
zaprzyjaźnić się z nią na zawsze i na wieczność. Raczej żyli chwilą i zawsze w
tej chwili uznawali ją za wartą poznania, dlatego zawodziła ich z każdą
negatywną odpowiedzią na ich zaproszenia coraz bardziej. Wiedzieli, tak jak i
ona, że jeszcze kilka tygodni temu było inaczej. „Nie” z jej ust było rzadkie i
musiała mieć naprawdę solidny powód.
-Chodź do łazienki. Nie wiem,
dlaczego sobie to robisz. Chyba tłumaczyłam ci już, że włosów nie da się ukryć,
że nawet jeśli nałożysz czapkę, to w pomieszczeniu będziesz musiała ją zdjąć. A
kaptur jest dobry tylko w domu, o ile w ogóle jest dobry…
-Po prostu spieszyłam się, tyle.
Średniego wzrostu szatynka,
której włosy rzeczywiście były najbardziej wypielęgnowaną częścią jej ciała,
pchnęła ją w stronę drzwi, które zareagowały na ciężar i otworzyły się.
-Widzisz? Tak nie można
wyglądać. Nie udawaj, że ci nie zależy - zaśmiała się, podnosząc kosmyk
poplątanych włosów, by koleżanka mogła zobaczyć go w lustrze.
-Wydawało mi się, że rozczesałam
wszystkie. Ten da się chyba odciąć, nic więcej - skrzywiła się w grymasie na
samą myśl. Mimo wszystko, lubiła swoje włosy i wiedziała, naprawdę wiedziała,
że mogłaby postarać się o ich przyzwoity wygląd.
-Rozumiem, że ludzie różnie
reagują na zmiany w życiu, ale to zazwyczaj picie, jaranie trawy, ewentualnie
samobójstwo. A ty się nie czeszesz. To dość nietypowe.
-Nigdy nie byłam schematyczna.
Zrobisz coś z… tym? – błagalna mina i zrozumienie w oczach pomogły. Mia poczuła
się przekonana i zajęło jej dłuższą chwilę, by uporać się z tą tragedią.
-Może oni wyznają zasadę
„cudownie tu i teraz”, ale ja wierzę, że warto, żeby cudownie było zawsze i
wszędzie. Dlatego w ramach podziękowania pójdziesz dziś ze mną do pubu i
wypijemy tyle, jak jeszcze nigdy. Nie! Nie mów nic!- zamknęła jej usta dłonią,
wiedząc, co może usłyszeć.
-W poniedziałek? – spróbowała,
gdy wchodziły do sali.
-Nie ma nic dziwnego w
poniedziałkach. Dzień jak co dzień. I prosiłam, żebyś ze mną nie dyskutowała.-
Wydawało się, że skończyła - znowu zajęli nasze miejsca. Wiesz, nienawidzę ich
i mam zamiar im to powiedzieć. Tom!- zazwyczaj słowa zamieniała w czyny, więc
tak było i tym razem.
Noemie nie pozostało nic innego,
jak w milczeniu wysłuchać pretensji koleżanki, a potem obserwować udawaną wystraszoną
minę chłopaka. Mia, nawet kiedy chciała być poważna, nie potrafiła. Jej
komiczny wyraz twarzy niszczył wszelkie starania. Jednak miała w sobie także
urok i nieoparcie się mu byłoby głupotą. Dlatego odzyskanie ulubionych miejsc
udało się z łatwością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz